Globalne ocieplenie - pytania i odpowiedzi
- Nie mamy pewności, że globalne ocieplenie naprawdę ma miejsce.
- Cóż, nie mamy też pewności dotyczących dajmy na to słuszności teorii Darwina, a jednak jej nauczamy, być może dlatego, że ma ona dość solidne podstawy naukowe. Podobnie i z teorią zmian klimatycznych, którą podziela 90-95% naukowców-klimatologów, obserwujących aktualne zmiany w klimacie Ziemi. Ci nieliczni, którzy powątpiewają, znajdują sojuszników w kręgach, którym bardzo zależy na tym, żeby wszystko zostało na swoim miejscu. To najczęściej zwolenniczki i zwolennicy modelu "business as usual", którzy mają daleko i głęboko jakość ludzkiego życia i degradację środowiska - byle tylko interes się kręcił. Firmy naftowe, które jeszcze nie przyjęły prawdy o zmianach klimatycznych do wiadomości, finansują milionami dolarów badania, które mają udowodnić rzekomą fałszywość globalnego ocieplenia.

- A co, jeśli to nie nasza wina, tylko naturalne cykle przyrodnicze?
- Naturalny cykl przyrodniczy, który w zdumiewający sposób pokrywa się z rewolucją przemysłową? Nawet, jeśli przyjmiemy takie założenie, człowiek swoimi działaniami przyczynia się do jego znaczącego przyspieszenia, które bez jego działalności nie przybrałoby takich rozmiarów. To opinia podzielana przez, powtarzam, do 95% klimatologów. Czy jeśli mielibyście/miałybyście 95% szans na zachorowanie na raka, nie spowodowałoby to rzucenia palenia albo zmiany diety? Kto zdecydowałby się na inwestycje finansową z tak wysokim poziomem ryzyka? Przypominam, że dzięki takim instytucjom, które na takie szaleństwo się decydowały, mamy dziś światowy kryzys finansowy. Owszem, możemy liczyć na to, że "jakoś to będzie", ale nie jest to najbardziej rozsądną strategią.
- Co nam w ogóle grozi - przecież będzie cieplej, może będziemy mogli hodować więcej winorośli i dłużej się opalać.
- Niekoniecznie. Zmiany klimatyczne nie są prostym termostatem, polegającym na tym, że przekręcimy pokrętło i zrobi się przyjemniej. W przyrodzie mamy tez do czynienia z takimi zjawiskami, jak opadami i wiatrem. Rozregulowanie systemu klimatycznego prowadzi do coraz większej niestabilności, objawiającej się w częstszych załamaniach pogodowych, wichurach, tornadach i tym podobnych "przyjemnościach". Wiąże się to z obniżeniem jakości życia i wzrostem jego kosztów, chociażby poprzez konieczność sprzątania po urwanych dachach albo przewróconych drzewach. To realne koszty - dla porównania globalne straty z powodu ekstremów pogodowych w latach 50. XX wieku, urealnione o wskaźnik inflacji, wyniosły 41,1 miliardów dolarów, a w latach 90. już 432,2 miliarda! To realne koszty dla gospodarki - szacunki z Raportu Sterna wskazują, że jeśli nie będziemy reagować, koszty zmian klimatycznych doprowadzą do skurczenia się globalnej gospodarki o 20%. A tak niestabilny klimat wcale nie będzie zachęcał ani do opalania, ani do hodowli winorośli.
- Ale przecież musimy się rozwijać - nie może być tak, że Zachód mógł, a my nie!
- Nikt nie broni rozwoju - tyle że jego sens i znaczenie uległy dość istotnej zmianie. Dziś Europa często żałuje wiele ze swoich decyzji, a naukowcy przyjeżdżają do Polski, by oglądać dzikie, nieuregulowane rzeki. Nie musimy popełniać tych samych błędów, a rozwój może odbyć się metodą "żabiego skoku" wprost do nowoczesnych technologii i społeczeństwa wiedzy. To nic trudnego - wystarczy np. skupić się dużo bardziej na kolei niż na budowie autostrad, dążyć do efektywności energetycznej (wyprodukowanie dajmy na to tej samej pralki w Polsce jest 2,3 raza bardziej energochłonne niż na Zachodzie - a to wiąże się z realnymi kosztami i spadkiem konkurencyjności) i rozwoju dostępności do Internetu. Czas, kiedy dowodem rozwoju była ilość wydobytego węgla, siarki czy miedzi odchodzi już w przeszłość i warto mieć to na uwadze.
- No dobrze, załóżmy, że będziemy ograniczać nasze emisje - ale przecież kraje rozwijające się raczej się do tego nie kwapią, więc cały wysiłek na nic...
- Pudło. Chociaż oczywiście rozwój takich państw, jak Chiny, Indie czy Brazylia jest dość daleki od zrównoważonego, to jednak coraz częściej, same z siebie, decydują się na działania, widząc, jakie efekty przynosi wyzysk środowiska przyrodniczego. Państwo Środka na przykład już niedługo będzie światowym liderem w energetyce wiatrowej, wyprzedzając w tej dziedzinie Niemcy - ale o tym się nie mówi. Zmiany klimatyczne wymagają podejścia, które jednocześnie zapewni naszej planecie uniknięcie najgorszego - podniesienia się globalnej temperatury powyżej 2 stopni Celsjusza w stosunku do epoki preindustrialnej, co wg naukowców oznacza nieodwracalność zmian klimatycznych, ale też uzna prawo państw i społeczności przez długie lata pozostających w biedzie (także dzięki byciu eksploatowanymi przez dzisiejszą Globalną Północ) do rozwoju. Tego typu taktyka oznacza m.in. inwestowanie przez państwa bogate w rozwój i transfer technologii przyjaznych środowisku do krajów rozwijających się. RPA inwestuje w słoneczne piecyki, służące do podgrzewania jedzenia, zamiast węglowych. Chroni to środowisko i zarazem nie odmawia ludziom prawa do poprawy jakości ich życia.
- To w takim razie najlepiej zainwestować w atom i uniezależnić się od Rosji.
- Nie tędy droga. Wedle badań naukowych złoża uranu mogą skończyć się po 70 do 200 latach przy obecnym poziomie ich eksploatacji - badania te są zamiatane pod dywan przez lobby atomowe, chcące przekonać o zaletach tej technologii. Poza tym najbliższe i najtańsze złoża uranu są... w Rosji, tak więc o uniezależnienie energetyczne będzie trudno. Prawda jest taka, że to niezwykle kosztowna inwestycje, służąca centralizacji rynku energii i jego monopolizacji, dzięki której można następnie spokojnie podnosić ceny odbiorcom indywidualnym. Zieloni są za zbudowaniem inteligentnej sieci i za decentralizacją energetyczną - każdy dom, poprzez np. kolektory słoneczne albo wiatraki może być producentem czystej energii i odbierać ją z sieci, jeśli ma niedobór energii, lub też oddawać ją, gdy ma jej nadmiar. To realne oszczędności dla konsumentek i konsumentów - panel słoneczny na dachu zwraca się po 3 latach od inwestycji, no i nie ma w jego wypadku problemów ze składowaniem radioaktywnych odpadów. Atom był energią XX wieku - a przypominam, mamy XXI i zupełnie inne wyzwania przed nami.
- Ale te wszystkie odnawialne źródła to ponoć niezbyt efektywne są...
- Po pierwsze, są dość efektywne, jeśli szacuje się, że przy aktualnych technologiach dostępnych na rynku słońce, wiatr, woda, geotermia i biomasa mogłyby zapewnić zaspokojenie 40% potrzeb energetycznych naszego kraju. Po drugie, ich wydajność rośnie wraz z inwestycjami w te technologie, a koszt prądu z tych źródeł stale maleje. Podwojenie ilości wiatraków skutkuje obniżeniem o 10% kosztów energii wiatrowej, podczas gdy koszty ekologiczne i ekonomiczne trwania przy węglu i ropie spadać raczej nie będą - i tymczasowy spadek cen ropy już tego nie zmieni. Dodatkowo pamiętać należy o wspomnianej już powyżej efektywności energetycznej - tracimy olbrzymie ilości energii np. na ogrzewanie nieszczelnych budynków. Można obniżyć zużycie energii nawet o 80% w wypadku wielu budowli, a to nie wiąże się raczej z zaciskaniem pasa, tylko z oszczędnościami związanymi z mniejszymi rachunkami za prąd. Ekologia jest niezbędnym elementem rozwoju, w żaden sposób go nie blokując. Jeśli już cokolwiek blokuje, to ludzką głupotę i krótkowzroczność.
- No dobrze, ale co z tego będę miał/a? I czy aby na pewno moje życie nie ulegnie pogorszeniu, jak mnie straszono?
- Niedługo opublikujemy - między innymi na tym blogu - Stołeczną Strategię Klimatyczną. To dokument, integrujący warszawskie polityki miejskie i tworzący przestrzeń dla zrównoważonego rozwoju społecznego, ekologicznego i ekonomicznego - dla nas i przyszłych pokoleń. Zobaczycie, że nie ma tam żądań wyrzeczeń, są za to konkretne działania, służące zmniejszeniu emisji gazów szklarniowych i jednocześnie poprawiające jakość życia nas wszystkich. Chyba nikt nie ma nic przeciwko mieszkaniu w czystym, zadbanym mieście, bez śmieci na ulicach, ze sprawną komunikacją zbiorową, dobrymi ścieżkami rowerowymi etc. - a skoro tak, to przypuszczam, że dokument się Wam spodoba. Bądźcie czujni.
Bartłomiej Kozek
Monica Frassoni: „trzeba rozpocząć kampanię ‘Stop Barroso’”
Antonio López-Istúriz White: „To nieprawda, że Parlament Europejski nie ma znaczenia”
Europa, USA i Japonia: robi się coraz goręcej
Żeby paella nie była za słona
Claude Turmes: „Lewica musi pogodzić się z emocjami”
Rejestr lobbystów – w Brukseli pokładamy nadzieję!

Comments
Bezustannie mówi się o globalnym ociepleniu spowodowanym wzmożoną emisją gazów cieplarnianych. Mnie natomiast nurtuje pytanie jaki udział w bilansie cieplnym Ziemi ma ciepło wytwarzane przez człowieka. Jako alternatywę dla elektrowni opalanych produktami kopalnymi (węgiel, gaz ziemny, nafta) wymienia się elektrownie jądrowe. A przecież elektrownia jądrowa wytwarza też ciepło i to z produktów nagromadzonych w przeszłych epokach geologicznych. Nie wytwarza co prawda dwutlenku węgla ani związków azotowych ale wytwarza parę wodną, która jest chyba najgroźniejszym gazem cieplarnianym. Ale mnie chodzi przede wszystkim o odpowiedź na pytanie; czy wytwarzanie ciepła z surowców nagromadzonych przez miliony (milirady ?) lat ma znaczący wpływ na ocieplenie klimatu ? Przecież nawet korzystanie z energii geotermalnej jest także wyzwalaniem energii nagromadzonej w przeszłości ?