To content | To menu | To search

Witold Jarzyński

NIESTABILNA WALUTA niszczy polskie firmy

Tegoroczny kryzys walutowy wydaje się, że jeszcze nie przekonał Polaków do wspólnej waluty euro. Nie wiem czy to na skutek populizmu (słynne 240 zł Kaczyńskiego) czy słabości PRowskiej rządu, który forsuje ten projekt. Niezależnie od powodów, sondaże pokazują, że jeszcze duży odsetek Polaków jest przeciwny Euro. To dziwi, bo w ogólnym przeświadczeniu (np. Duńczyków), kryzys unaocznił, słabość ich lokalnej waluty i konieczność integracji ze strefą euro. Już wiemy, że w 2011 zostanie tam przeprowadzone referendum w tej sprawie. Sondaże są po stronie zwolenników euro i kto wie, może już niedługo Dania będzie mogła "wyrzucić koronę" - zgodnie z hasłem premiera Andersa Fogh Rasmussen`a.

Milton Friedman mówił w 1998 roku, że: "testem przywiązania Europy do wspólnej waluty będzie pierwsze poważne załamanie gospodarcze". I rzeczywiście. Strefa Euro wygrała z kryzysem walutowym (odmianą kryzysu finansowego), w przeciwieństwie do Danii, Węgier , Islandii i niestety Polski. Kiedy EBC (a także FED) cięły stopy procentowe w celu pobudzenia gospodarki, ich odpowiednik z Kopenhagi musiał je podnosić aby obronić koronę i zatrzymać inwestorów zagranicznych. Nie miała też najmniejszego wpływu na podejmowanie decyzji podczas Paryskiego szczytu krajów strefy, gdzie ważyły się losy planu walki z kryzysem.

Rola kursu walutowego będzie rosnąć wprost proporcjonalnie do wzrostu polskiego eksportu (którego znaczna część idzie do strefy euro, w tym 1/4 do przeżywających recesję Niemiec). To oznacza, że nasze firmy będą tracić coraz więcej pieniędzy i co gorsze, to nie na skutek swoich błędów czy słabości polskich produktów. Z danych Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE) wynika, że "z roku na rok rośnie znaczenie eksportu dla polskiej gospodarki. W 2000 r. wartość towarów wysłanych za granicę wynosiła 39 mld euro, a w roku 2007 już 105,9 mld euro. Według ostrożnych szacunków, rok bieżący zamkniemy sprzedażą na poziomie 124 mld euro".

Warto w tym miejscu przytoczyć zdanie Krajowej Izby Gospodarczej: "wahania polskiej waluty są "przekleństwem" dla polskich przedsiębiorstw (...) duże wahania kursów spowodowały uruchomienie w firmach procesów restrukturyzacji. Przedsiębiorstwa zaczynają ciąć koszty, co prowadzi m.in. do zwolnień pracowników."

A także ekspertów PKPP "Lewiatan": "z najnowszych badań Konfederacji wynika, że niekorzystny kurs walutowy jest wymieniany przez jedną trzecią małych i średnich firm jako największa bariera w prowadzeniu działalności eksportowej (...) w ubiegłym roku 55 proc. polskich firm informowało o tym, że są one bardziej konkurencyjne niż ich potencjalni konkurenci za granicą. W tym roku odsetek ten spadł o prawie 4 proc. Krzysztoszek podkreśliła, że dwa lata temu swoją konkurencyjność podkreślało 80 proc. przedsiębiorców."

Coraz gorzej swoją rolę spełniają instrumenty niwelujące ryzyko walutowe. O funduszach hedgingowych już pisałem a ostatnio głośno zrobiło się na temat tak zwanych opcji walutowych. Są to umowy na podstawie, których przedsiębiorstwa ustalają z bankami kurs wymiany waluty z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. "Na przykład wiele firm zobowiązało się rozliczać z bankami po kursie 3,60 za euro, podczas, gdy na przełomie października i listopada rynkowa wartość europejskiej waluty przekroczyła 3,90." - Rzeczpospolita.

Zresztą jak można planować eksport swoich towarów (lub jakikolwiek biznes) w tak nieprzewidywalnych warunkach. Co ilustruje poniższy wykres:

Na opcjach walutowych wyłożyło się wiele polskich firm. I tak na przykład spółka Ropczyce musi zapłacić Bankowi Millenium 12 mln zł. To samo dotyczy innych notowanych na giełdzie firm (chemiczny Ciech, budowlany Erbud, spółki z grup Rafako i PPWK). Według analizy firmy Deloitte: "straty mogą sięgnąć milionów złotych".

Wahania polskiej waluty odczuwa nawet posiadający 14 mln użytkowników Polkomtel (sieć komórkowa Plus). "Zmiany kursowe wpływają na nas, bo telefony komórkowe, stacje bazowe sprowadzamy głównie z krajów należących do strefy euro i rozliczamy się w euro. Więc jeśli euro zdrożało 25 proc., to będzie to miało również istotny wpływ na nasze wyniki finansowe w przyszłym roku" - Krzysztof Kilian (wiceprezes Polkomtelu).

Czas pokaże czy Polacy dojdą do podobnych wniosków co eksporterzy. Kryzys finansowy dał kolejny argument zwolennikom integracji walutowej, więc można być dobrej myśli, że społeczeństwo z roku na rok będzie coraz bardziej popierać Euro. Tym bardziej, że doświadczenia takich krajów jak Słowenia, Cypr i Malta pokazują, że im bliżej przejścia na euro (a co za tym idzie, im większa wiedza na ten temat) , tym większe poparcie wśród społeczeństwa.

 

"KONSTRUKTYWNE WETO" DO USTAW ZDROWOTNYCH - czy to możliwe?

Lech Kaczyński zawetował w tym roku już dwa razy więcej ustaw niż miał inicjatyw legislacyjnych. Pytanie oczywiście nie brzmi, czy ma prawo to robić? Ale czy dobrze to prawo wykorzystuje... ?

Niedawne weto prezydenta Lecha Kaczyńskiego do ustaw zdrowotnych minister Kopacz, jest różnie oceniane. Jedni się z tego powodu cieszą a inni są wściekli. Prezydent wykorzystując swoje konstytucyjne prawo weta, chcąc nie chcąc zadecydował, że nic się w służbie zdrowia nie zmieni. Będzie coraz gorzej, szpitale będą się zadłużać i bankrutować a specjaliści wyjeżdżać za granicę. Czy zawetowane ustawy by to zmieniły, tego nie wiem? Pewny jestem, jednak tego, że lepiej z tego powodu nie będzie.

W dorocznym rankingu Euro Health Consumer Index Polska zajęła 25 miejsce (na 31). Polska otrzymała w sumie 511 punktów na 1000 możliwych.

Jak widać sytuacja w Polsce jest bardzo zła. Szkoda, że prezydent wiedząc jak fatalnie jest w opiece zdrowotnej, zawetował ustawy rządu bez jednoczesnego wystosowania własnego pomysłu legislacyjnego na reformę. Takie konstruktywne weto miałoby o wiele lepszy wydźwięk społeczny niż populistyczne straszenie prywatyzacją szpitali (przypomnijmy, że PIS przegrał z PO sprawę w sądzie, za rozpowszechnianie tego oskarżenia w wyborach; Związek Powiatów Polskich podał, że od 2000 roku, żaden ze 65 skomercjalizowanych szpitali nie został sprywatyzowany).

Ale cóż, jak powiedział jeden z blogerów "prezydent nie musi się nikomu tłumaczyć czemu wetuje". No nie musi to fakt. Ja jednak bym optował za tym, aby prezydent, kolokwialnie rzecz mówiąc "dał rządzić" i pozwolił duetowi Tusk - Kopacz, wziąć pełną odpowiedzialność za te pomysły.

Teraz stał się współodpowiedzialny, gdyż obecna ekipa zawsze będzie mogła tłumaczyć się, że "chcieli, ale nie mogli". Właśnie dlatego, prezydent powinien wykorzystać cały sztab ludzi, których zatrudnia (za Wałęsy było to 159, u Kwaśniewskiego 250, obecnie 321 osób!- źródło: kancelaria prezydenta RP) i opracować alternatywny do rządowego projekt reformy. Byłoby to aktywne zaangażowanie się w bardzo poważny problem społeczny. Na prace, ekspertów i analizy, kancelaria mogła by przeznaczyć cześć swojego niebagatelnego budżetu (159 779 000 zł w zeszłym roku). Może wtedy spełnił by w jakiś sposób swoją obietnicę wyborczą "skończenia z Bizancjum Kwaśniewskiego", bo obecnie Kancelaria Prezydenta wydaje z roku na rok coraz więcej pieniędzy. (na temat tego ile kosztuje nas urząd Prezydenta najlepiej odpowie kalkulator prezydencki, polecam).

Jak na razie prezydent nie zasługuje na miano "wszystko wetującego", ale tegoroczny stosunek inicjatyw legislacyjnych do ustaw zawetowanych nie ukazuje nam się zbyt optymistycznie (6-12).

Warto zwrócić uwagę jeszcze na jeden czynnik. Do 2005 roku pomoc publiczna dla SPOZ-ów (Samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej) nie była w ogóle uregulowana, aż do czasu uchwalenia ustawy o pomocy publicznej i restrukturyzacji ZOZ-ów. Dawała ona nowe możliwości: umorzenia zobowiązań publiczno-prawnych, pożyczek ze skarbu państwa (2, 2 mld zł), przejęcia części zobowiązań przez organy założycielskie. Ostatnio ukazał się na ten temat raport NIK:

"Są pozytywy, np. fakt, że zobowiązania wymagalne zmniejszyły się w ciągu 3 lat o 3 mld zł, ale i negatywy. W 34 skontrolowanych SPZOZ-ach (70 proc.) efekty finansowe po restrukturyzacji były gorsze od zaplanowanych, a 23 SPZOZ-y zrealizowały mniej niż połowę zaplanowanych działań. W 15 placówkach programy restrukturyzacyjne były opracowane źle, na kolanie, bez analizy opłacalności. W jednym ze szpitali zaplanowano np. zmniejszenie kosztów o 8 mln zł w ciągu roku, a udało się uzyskać oszczędności w wysokości 1,3 mln zł i to też na skutek ograniczenia działalności medycznej (kadra odeszła do konkurencji). W 19 przypadkach postępowanie restrukturyzacyjne zostało umorzone na skutek zaniechania działań, nierzetelności i niegospodarności."

Raport NIKu pokazuje, że przez ostatnie lata nie udało się rozwiązać problemu służby zdrowia. Restrukturyzacja nie przynosi prawie żadnych efektów a przez to, malejące zobowiązania szpitali są skutkiem nie reformy a pożyczek i umorzeń. Czy w takim razie prezydent i jego środowisko mogą uważać, że mają patent na służbę zdrowia? Że ich wizja jest lepsza?

Warto posłużyć się także innym raportem, tym razem NFZ, który pokazuje jak beznadziejna jest sytuacja pacjenta w Polsce: „największe kolejki są do poradni okulistycznych; na koniec 2007 roku oczekiwało ponad 110 tys. osób (w tym ponad 24 tys. w woj. mazowieckim); do poradni kardiologicznych - 60 tys., chirurgii urazowo-ortopedycznej - ponad 54 tys.; na zabieg usunięcia zaćmy czekało w kraju ponad 84 tys. osób; średni czas oczekiwania wynosił 389 dni..."

Nie jestem specjalistą od ochrony zdrowia, więc mogę oceniać propozycję tylko po wynikach. A te są takie, że po 89 roku nikomu się nie udało zreformować służby zdrowia. SLD forsując pomysł scentralizowanego NFZ również nie dało rady naprawić systemu. A ministrem wtedy był Łapiński i Balicki. Ten ostatni obecnie jest ekspertem lewicy w sejmie. Może ich pomysły w tym sejmie są lepsze od rządowych? Jednak wydaje się, że żadna siła polityczna w naszym sejmie nie ma legitymizacji i czystego sumienia w sprawie reformy służby zdrowia. Ani PIS ani SLD nie poradziły sobie z tym problemem, dlaczego prezydent nie chce dać możliwości wykazania się obecnej ekipie? Może ma lepsze pomysły a jeśli tak to kiedy je przedstawi ?
 

CZY EUROPA ULEGA ROSJI?

We wczorajszym wywiadzie Rymanowskiego z prezydentem Lechem Kaczyńskim, padły ważne i ostre słowa. Głowa Państwa powiedziała, że "taktyka Europy to po pierwsze ustępować Rosji, po drugie ustępować Rosji, po trzecie ustępować Rosji a po czwarte ustępować Rosji." Lech Kaczyński jeszcze przed tym wywiadem powiedział słowa, które uważam za bulwersujące. Powiedział, że uważa polityków go krytykujących za prorosyjskie lobby. Są to słowa nie godne głowy państwa. Prezydent nie powinien mówić ja mam rację a wszyscy inni to lobby prorosyjskie. "Ci politycy, składali takie oświadczenia, jakby byli bardziej związani z interesami kraju innego niż Polska. Nie wymienię nazwisk, dopóki nie mam dowodów, bo to bardzo poważne oskarżenie, ale na miejscu ABW bym się głęboko zainteresował tym prorosyjskim lobby".
 
Ponieważ od dawna zastanawia mnie czemu tak wielu ludzi ma podobny pogląd, to należałoby zadać wreszcie pytanie. W czym to ustępowanie się przejawia i czy rzeczywiście UE na kolanach działa w interesie Rosji?
 
Polsko - Szwecka inicjatywa współpracy Unii Europejskiej ze wschodnimi sąsiadami pod nazwą "Wschodnie Partnerstwo" zaczyna nabierać kształtów. Już 3 grudnia Komisja Europejska przedstawi konkretne propozycje zacieśniania współpracy z sześcioma krajami wschodniej europy ( Ukrainy, Mołdawii, Azerbejdżanu, Armenii, Gruzji i Białorusi). Już teraz można powiedzieć, że będzie to sukces polskiej dyplomacji. To pierwsza nasza inicjatywa (wsparta przez Szwecję), która przyjmie tak realne ramy - uroczysta inauguracja odbędzie się w czerwcu 2009 roku. KE podkreśla, że zwłaszcza w świetle konfliktu w Gruzji w sierpniu tego roku, który "podniósł świadomość bezbronności wschodnich partnerów", UE musi pilnie "dokonać dodatkowych wysiłków, by pomóc partnerom w ukończeniu procesu reform i transformacji, konsolidacji państwa i wzmocnienia stabilności i bezpieczeństwa".
 
Sukces naszej dyplomacji (i całego projektu Partnerstwa Wschodniego) będzie tym większy im bardziej uda nam się wciągnąć w jego szeregi Białoruś. A szansy na to są duże, gdyż dynamiczne zmiany zachodzące w tym kraju (prywatyzacja) dają nadzieję, że Białoruś się zmienia. Do tego ciężko chory Łukaszenka być może w 2011 roku odda władzę swojemu synowi Wiktorowi Łukaszence (kiedyś mówił o Mikołaju, ale ten jest jeszcze za młody). Ten technokratyczny polityk już od dawna walczy o wpływy z białoruskimi siłownikami i konsekwentnie marginalizuje ich znaczenie. 
 
A co konkretnie ma być zaprezentowane wschodnim sąsiadom?  Propozycja Partnerstwa Wschodniego przewiduje: "wzmacnianie współpracy z wschodnimi sąsiadami zarówno w wymiarze pogłębionych stosunków dwustronnych (przez zawarcie umów stowarzyszeniowych), jak też wielostronnej współpracy regionalnej. KE proponuje w projekcie utworzenie strefy wolnego handlu, zniesienie obowiązków wizowych, znaczne zwiększenie wsparcia finansowego".

Mają być podwojone środki w ramach polityki sąsiedzkiej (z 6 do 12 euro na mieszkańca do 2013 roku). Umowy stowarzyszeniowe mają być negocjowane osobno z każdym krajem, wzorem Ukrainy. Komisja Europejska proponuje także zniesienie systemu wizowego dla Ukrainy. Jednak dla reszty krajów (Azerbejdżan, Armenia, Gruzja i Białoruś) to daleka droga, bo nawet nie zawarły jeszcze umów o ułatwieniach wizowych.

Nastepna propozycja UE w ramach Partnerstwa Wschodniego ma dotyczyć grupy "27 plus 6". Byłyby to coroczne spotkania Unii z tymi krajami na szczeblu ministrów spraw zagranicznych i dwa razy do roku na szczebulu grup roboczych.

By wzmocnić solidarność między krajami UE w przypadku przerwania dostaw surowców, na przyszły rok KE zapowiada nowelizację dyrektywy o bezpieczeństwie dostaw gazu. Ma dojść do Strategicznego Przeglądu Energetycznego, którego głównym celem ma być uniezależnienie się od dostaw od Rosji! "Rosnące ceny energii i kryzys w Gruzji uwidoczniły polityczny kontekst bezpieczeństwa energetycznego UE. Dlatego jednym z priorytetów ma być wzmocnienie solidarności między krajami członkowskimi w przypadku przerwania dostaw surowców". Obecne przepisy zobowiązują do reakcji, jeśli zagrożone jest 20 proc. dostaw gazu dla całej UE przez co najmniej osiem tygodni. To oznacza, że odcięcie od rosyjskiego gazu wszystkich nowych krajów członkowskich nie wystarczy, by uruchomić mechanizm solidarności. Polska proponuje, by klauzula solidarnościowa działała w przypadku zagrożenia 50 procent dostaw dla jednego kraju członkowskiego przez cztery tygodnie zimą.

Komisja Europejska opowiada się coraz mocniej za tzw. Południowy Korytarzem Gazowym. W jego ramach UE będzie szukać gazu z rejonu Afryki Południowej (już gaz jest czerpany z Algierii), Kaukazu i Turcji. Kluczowym projektem UE ma się stać gazociąg Nabbucco z Azerbejdżanu do Austrii. Ponieważ o złoża z Azerbejżdżanu walczy także Rosja (dla South Stream), to propozycja Wschodniego Partnerstwa dla tego kraju może byc tutaj kluczowa i zaważyć o powodzeniu tego projektu. Nabucco ma być ukończony już w 2012 roku.
 
Komisja Europejska zwróciła także uwagę na Polski postulat solidarności wewnątrz unijnej, w przypadku odcięcia jednego kraju od dostaw i o brak tak zwanych interkonektorów -  "Chodzi nie tylko o same rurociągi gazowe i naftowe, ale także o tzw. mosty energetyczne - czyli całą infrastrukturę, która zapewni wzajemne połączenie krajowych systemów przesyłowych". Pieniądze na ten cel mają znaleźć się w budżecie na lata 2014-2020. 
 
Wyraźnie widać, że - pomimo głosów sceptycznych o "uleganiu Rosji" - UE działa sukcesywnie na rzecz współpracy z takimi krajami jak Gruzja. Zawsze mnie zastanawiało zresztą na czym to "uleganie" ma polegać, bo gdy czytałem ostatni numer "WPROST" i artykuł "za ile się sprzedamy" albo oglądałem wywiad z prezydentem w tvn24, to oprócz mówienia, że ulegamy i Rosjanie mają wszystko czego chcą, to nie usłyszałem co tak naprawdę uzyskali Rosjanie? Czy wznowienie rozmów to jest sukces Rosyjskiej dyplomacji? Bo jeśli tak to super, tylko że i tak nowa umowa o partnerstwie z Rosją i tak musi być podpisana przez wszystkie kraje (w tym Polskę i Litwę).
 
Czy Rosja uzyskała poparcie dla niepodległości Osetii i Abchazji? Tak, ale udzieliła im tego poparcia Nikaragua a nie UE! Czy ci sami zwolennicy teorii "partii Rosji" nie widzą, że Gazociąg Północny się sypie? I to także za sprawą Komisji Europejskiej, która wyraziła ostatnio swoje zaniepokojenie tym projektem (ta sama Komisja kiedyś poręczyła finansowo Nord Stream). Ta sama Komisja ustami Barroso tak mówi teraz o energetyce w ten sposób: "Ceny energii w UE wzrosły w ostatnim roku średnio o 15 proc. Import pokrywa 54 proc. europejskiego zapotrzebowania na energię, co każdego obywatela kosztuje 700 euro rocznie. Musimy szybko zmniejszyć zużycie i uzależnienie od importu. Konieczne są inwestycje i większa dywersyfikacja".
 
Śmiem twierdzić, że UE nie ulega i nie kapituluje przed Rosją. Od upadku komunizmu w Europie postępują procesy niesłychanie niekorzystne z punktu widzenia wpływów Rosji. Przecież tak wielkie rozszerzenie NATO, które dotarło do jej granic, wydawało się kiedyś niewiarygodne. A jednak Polska i kraje bałtyckie są w Pakcie. Jesteśmy w UE, tej samej która poparła Pomarańczową Rewolucję na Ukrainie - Javier Solana był na Majdanie wraz z Kwaśniewskim. 
 
Prezydent Saakaszwili zamiast obwozić Lecha Kaczyńskiego po granicach powinien wynegocjować ułatwienia wizowe dla swoich rodaków. Musi jednak wcześniej poddać się ocenie swoich obywateli (w przyszłym tygodniu będzie przesłuchiwany przez specjalną komisję). Tym bardziej, że traci poparcie a "kryzys gruzińsko-osetyjski" wywołuje tak wielkie emocje w tym kraju, że ostatnio ambasador Gruzji w Rosji został pobity przez kolegę z partii Saakaszwilego, za to, że potwierdził, że to Gruzja zaatakowała pierwsza. 
 
Wszyscy ci, którzy uważają, że UE prowadzi politykę na kolanach, muszą sobie zadać pytanie co stoi za tymi słowami? Czy gdyby UE głośniej protestowała i groziła Rosji to byłoby lepiej? Liczą się słowa czy może liczą się konkrety? Skoro zgoda na rozmowy z Rosją to "uleganie" to jak nazwać Partnerstwo Wschodnie z Białorusią i Gruzją na czele?
 

Entries feed - Comments feed